MOC, ENERGIA, ENDORFINA!

Witam Was pięknie, w tą jakże zbyt ciepłą na morsowanie zimę 😉

Tak – zbyt ciepłą! To moje subiektywne odczucie zmarzlucha.

Postanowiłam Wam opowiedzieć moją historię morsowania. Dlaczego? Bo pod moim ciepłolubnym okiem, już kilka osób w typie „ja w życiu nie wejdę!” zamorsowało i byli zachwyceni, jakie to przyjemne 😊

Zacznijmy od początku, czyli jakieś 4 lata temu.

Moi znajomi morsowali wtedy regularnie, ja grzałam się, jak zwykle pod cieplutkim kocykiem. Oprócz ogromnego uwielbienia do ciepłego klimatu, drzemie we mnie również taki mały chochlik, który dźga mnie patykiem i mówi „No weź, spróbuj chociaż raz”. W sumie, jak mi się nie spodoba, to drugi raz nie wejdę… Albo zamoczę tylko nogi, tyle przecież dam radę…

Podchodziłam do tego, jak do jeża. Pierwszy raz pojechałam z nimi, żeby sobie poobserwować. Moje komfortowe oko od razu zarejestrowało, że ktoś wchodzi w skarpetkach, a inna osoba w butach do nurkowania, bo ponoć bardzo marzną stopy. Usłyszałam wtedy, ze dłużej się postoi w wodzie, jak stopa ma ciepło.

Druga rzecz, to przebieranie na tym mrozie. Niby nie było im zimno, ale się zastawiali ręcznikami i tak mało komfortowo to wyglądało. A ja, jak widzicie, nawet w bardzo ekstremalnych warunkach, lubię mieć tyle komfortu, ile się da 😊

Wróciłam do domu i stwierdziłam, że jeżeli się nie przygotuję do tego morsowania, to istnieje duże ryzyko, że się czymś zniechęcę. I postanowiłam, że zakupię sobie takie buty do nurkowania, żeby się nie zrazić, że mi zimno w stopy. I do przebierania zabiorę ze sobą ciepły szlafrok! Oczywiście ciepła czapka i rękawiczki też must have.

Takim oto sposobem, kolejny raz wybrałam się na morsowanie, ale tym razem z zamiarem zanurzenia. Zabrałam też termos z ciepłą (nie gorącą) herbatką, żeby się w razie czego rozgrzać od środka. Ciepłe buty, żeby było po wszystkim ciepło w stopy. Wygodne dresiki. No i ogólnie wszystko ciepłe, żeby się poczuć komfortowo po wszystkim.

Rozgrzewka! Przed morsowaniem trzeba się bardzo dobrze rozgrzać, żeby się nie wychłodzić w czasie morsowania. Dostałam instrukcje: rozgrzej się porządnie, ale się nie spoć! No i cholera, już pierwszy stres 😀 Starałam się bardzo, wyczuć ten moment. Mam wrażenie, że chwilami pociłam się bardziej z tych emocji, niż z rozgrzewki. A nie można się spocić, bo pot chłodzi ciało i wtedy będzie zimno od razu, jak się rozbierzecie. Ja w rozgrzewce postawiłam na przysiady, pajacyki, bieg w miejscu itp. Polecam – Martyna Majewska 😉

To jedno z moich pierwszych zdjęć z morsowania, widzicie ten zaciesz? 🙂

ZANURZENIE

Dobra koniec rozgrzewki, zmiana butów i szybko ściągam ciuchy. Zaznaczam, że na dworze było wtedy na minusie. Wszyscy wchodzą do wody (lód rozkuli w trakcie mojej rozgrzewki), zanurzam powoli nogi i jakież było moje zdziwienie, gdy woda okazała się wcale nie taka zimna. Dobra, im głębiej wchodziłam, tym było zimniej. Jak już zanurzyłam nogi, to stwierdziłam, że jeszcze tyłek, najwyżej wyskoczę szybko do szlafroka! I takim sposobem zanurzyłam się do pasa. Dalej już nie byłam w stanie na pierwszy raz (wtedy tak myślałam). Niech Was nie zaskoczy nadpobudliwe oddychanie, szybko starałam się ten oddech wyrównać. To takie średnio komfortowe przy pierwszym morsowaniu, kiedy nie znamy tego uczucia. Potem skupiłam się na odczuciach i na tym co ta zimna woda robi z moją skórą. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że nie było mi zimno! Czułam lekkie szczypanie na skórze, ale było to przyjemne.

Stałam tak, dopóki było mi komfortowo. Pomyślałam, ze teraz najgorzej będzie wyjść, bo przecież temperatura powietrza była niższa, niż wody. Dobra wychodzę! I jakież było moje zdziwienie, że nadal jest mi ciepło po wyjściu. Skóra była zmarznięta, więc nic nie czułam. Zaczęła mnie ogarniać fala radości i szczęścia (to chyba przez tą adrenalinę). To uczucie mam do tej pory po każdym morsowaniu, więc nie była to tylko euforia z faktu, że to zrobiłam 😊

I uwaga, tutaj od razu w kwestii komfortu. Szlafrok okazał się strzałem w 10, do tej pory wożę go ze sobą. Buty, jak dla mnie obowiązkowo – kiedyś spróbowałam bez i nie wytrzymałam zbyt długo, a potem miałam zmarznięte stopy, a to zdecydowanie może zniechęcić, zwłaszcza pierwszy raz. Dresik luźny, bo łatwiej założyć na zmarznięte, wilgotne nogi. Ciepłe skarpetki i buty (ja miałam wtedy emu), zdecydowanie komfort 10/10. I to przyjemne uczucie, jak się ubierzesz i zaczynasz „odtajać”.

Do picia ciepła woda, nie za gorąca i też nie zimna. Gdyby Wam się spodobało i postalibyście za długo, to ciepła herbatka pomoże się rozgrzać od środka 😊

To jeszcze nie koniec!!! Bo ja tak się do tego pasa zanurzałam przez kolejne lata, myśląc, że jak zanurzę się po pachy, to się uduszę przez ten oddech. Serio! 😀 Ale Szymon, który wchodzi do wody bez butów, bez rękawiczek i zanurza nawet głowę, jakoś mnie nie przekonał, że się nie uduszę 😀

Teraz się z tego śmieję, bo widzę, jak człowiek może sobie wkręcić różne rzeczy.

Regularnie chodzimy na saunę i w niektórych miejscach, są baseniki z zimną wodą, żeby się schłodzić. Uwielbiam je, bo pod zimny prysznic nadal nie jestem w stanie wejść. Zdecydowanie wolę zanurzanie od stóp. I po saunie, w takim baseniku zanurzam się już po samą szyję, chociaż na chwilę, bo zauważyłam, że lepiej wtedy się chłodzi ciało.

I w tym roku, odruchowo, jak weszłam pomorsować, to zrobiłam ruch z baseniku i kucnęłam. W tym momencie, jak uzmysłowiłam sobie co zrobiłam, to wydałam z siebie dziwny okrzyk… i już chciałam panikować! Okazało się, że zanurzenie całej klatki piersiowej wcale nie było gorsze, niż zanurzenie się do pasa. Śmiem twierdzić, że nawet jest dużo przyjemniejsze, bo ta euforia, która do tej pory ogarniała połowę mojego ciała, teraz ogarnia całe! 😊

Kilku znajomych już namówiliśmy na morsowanie i serio, każda z nich stwierdziła, że to świetne! I nie znam nikogo, kto spróbował morsowania i mu się nie spodobało (nie twierdzę, ze takich osób nie ma). W tym roku pierwsze zanurzenie przeżyła ze mną moja przyjaciółka i również jest zachwycona. Już kilka razy ma za sobą.

ZŁOTE RADY ZMARZLUCHA

Jeżeli zastanawiacie się nad morsowaniem, ale jakoś ciężko Wam się przełamać, to mam kilka rad. Po pierwsze skupcie się na pierwszym wejściu i poświęćcie mu całą swoją uwagę. Nie biegnijcie od razu do grupy morsów, tylko poproście kogoś, kto morsuje, żeby zrobił, to pierwszy raz z Wami, dopilnował rozgrzewki, zagadał kiedy oddech będzie szalał (oddychajcie wtedy nosem!!!). To serio sprawi, że wrażenia będą zupełnie inne, niż chaos i zabawa na spotkaniach dla morsów😊

Zadbajcie o jak największy komfort. Dlatego polecam: szlafrok (albo duży ręcznik), buty do wody/nurkowania, termos z ciepłą herbatą, czapka i rękawiczki, a kiedy wejdziecie – oddychanie przez nos i skupienie na tym, co dzieje się z Twoim ciałem. Coś pięknego <3

A dlaczego uważam, że zima jest zbyt ciepła? Bo jak macie na dworze -5 stopni, a woda ma +2 stopnie, to wchodząc do niej, macie wrażenie, że jest ciepła. Serio! To było dla mnie największe zaskoczenie i odkrycie przy morsowaniu. Dodam również, że w lato do zimnego morza nadal nie jestem w stanie wejść, więc proszę nie porównywać tego zjawiska absolutnie z morsowaniem 🙂

Aktualnie mój chochlik nadal dźga mnie patykiem i każe zanurzyć również głowę, ale poczekam z tym jeszcze z miesiąc, bo niedawno zaczęłam swój sezon morsa i chcę na maksa wkręcić w to swój organizm, po czym znowu zafunduję mu coś ekstremalnego 😉

O zdrowotnych aspektach morsowania nie będę tu pisać, że ujędrnia skórę, że poprawia krążenie i podnosi odporność… O tym pisał już Szymon w artykule o morsowaniu 😊     >>>TUTAJ<<<

Co mogę powiedzieć ja? Dużo lepiej znoszę zimę! Nie twierdzę, że jest mi mega ciepło, ale zdecydowanie mniej na siebie już nakładam. A to też dla mnie komfort, który baaardzo lubię.

Jeżeli macie już na swoim koncie przygodę z morsowaniem, to opowiedzcie ją w komentarzu. Zachęćmy do tego, jak najwięcej osób! A może masz jeszcze jakieś obawy, a chcesz zacząć? Śmiało, podpowiem Ci, jako zmarzluch, jeżeli jeszcze o czymś nie wspomniałam.

#breathmotherfucker !!! 😀