Jak to się zaczęło?

Należę do osób, które pamiętają jeszcze, jak wyglądało życie przed erą internetu, supermarketów i masowej produkcji żywności. Koło domu był ogródek, gdzie rosły najpotrzebniejsze warzywa i owoce. Dookoła biegały kury, latały gołębie a w klatkach były króliki. W jednej piwnicy półki z przetworami były do samego sufitu a w drugiej zasypane piaskiem leżały ziemniaki, marchew i buraki.

Pamiętam też, jak co roku rodzice z dziadkami kisili wielką drewnianą beczkę kapusty.Trzeba było zamówić szatkownicę, która krążyła od domu do domu. W piwnicy rozkładano na podłodze folię, na którą spadała poszatkowana kapusta. Tej kapusty za każdym razem było chyba ze 100kg. Poszatkowaną i posoloną kapustę wkładano do beczki a babcia zakładała gumiaki, wchodziła do beczki i ugniatała kapustę. Potem co kilka dni babcia schodziła do piwnicy i zbierała pianę z powierzchni kapusty aby się nie popsuła. I taką kapustę jedliśmy do wiosny.

I pewnie na tym by się skończyła moja przygoda z fermentacją i tylko od czasu do czasu zjadłbym kiszone ogórki czy kapustę, ale pewnego dnia kolega z pracy dał mi kombuchę. Już od dawna wiedziałem, co to jest, ale wcześniej nie miałem okazji spróbować tego napoju. Zacząłem się coraz bardziej interesować procesem fermentacji i dowiadywałem się, jakie znaczenie dla ludzkiego organizmu ma fermentowana żywność. Cały czas też eksperymentowałem z różnymi przepisami i sposobami kiszenia oraz fermentacji.

Po kilku latach zacząłem prowadzić warsztaty i uczyć ludzi, jak fermentować żywność i dlaczego warto to robić. Okazało się, że przy całym postępie cywilizacji, zapomnieliśmy o kiszeniu i fermentacji. Dlatego właśnie postanowiłem przypominać starą wiedzę i pokazywać, jak prosto i łatwo można przygotować własną fermentowaną żywność oraz jakie zalety ma taka żywność dla naszego zdrowia.

Wcale nie potrzebujesz przepisu.

Czasami na moich warsztatach, omawiając przepisy mówię: weź co chcesz, zalej czym chcesz i poczekaj ile chcesz. Jest to pewne uproszczenie, ale nie ma w tym zbytniej przesady. Bo jeśli np. jabłka zalejesz wodą z solą, to się ukiszą. Jeżeli te same jabłka zalejesz wodą z cukrem, to otrzymasz ocet lub wino. Fermentacja dla mnie jest bardziej sztuką niż nauką. I Tobie także radzę potraktować fermentację i kiszenie jako rodzaj sztuki. Baw się i eksperymentuj z fermentacją, bo nawet jeśli nie zastosujesz się dokładnie do konkretnego przepisu to wcale nie oznacza, że coś się nie uda. Czasami jeśli dodasz więcej soli to poza tym, że kiszonki będą bardziej słone to będą także twardsze i dłużej zachowają świeżość.

Stara wiedza niechaj powróci!

Mam nadzieję, że udało mi się Ciebie choć trochę zachęcić do przygody z fermentacją. Kiszenie i fermentacja naprawdę są proste, i nawet jeśli czasami coś nie wyjdzie (i np. się popsuje) to warto zaprzyjaźnić się z fermentowaną żywnością na dłużej. Poza tym, że jest to zdrowe i dobre dla naszych organizmów, to otwiera całą paletę nowych smaków, zapachów i konsystencji. Nie wszystko musisz polubić, część być może polubisz z czasem i mam nadzieję, że zachwycisz się przynajmniej jednym rodzajem fermentowanego pożywienia. Zapytaj swoje babcie i ciotki co kisiły i jakie mają przepisy. Jeśli poszukasz to z pewnością uda Ci się znaleźć jakieś oryginalne i być może zapomniane już przepisy. Zachęcam Ciebie do poszukiwań i odkrywania na nowo starej wiedzy. Możesz także poczytać wpisy na naszym blogu na temat kiszenia i fermentacji lub skorzystać z mojego kursu (VOD/PDF). Przepisy w nim zawarte są na tyle proste i uniwersalne, że pozwolą zacząć przygodę z fermentacją nawet osobom, które do tej pory nie miały o tym pojęcia.

 

Siej Pozytywny Ferment

Zachęcam wszystkich do siania pozytywnego fermentu i propagowania fermentowanej żywności wśród rodziny i znajomych.